-A ty kim chciałbyś zostać?
-Ambasadorem.
***
Metalicznoszare volvo na blachach corps diplomatique, opuściło budynek ambasady. Pokluczyło trochę różnymi uliczkami, przebiło się przez korek i tnąc gładko autostradą powiozło mnie w kierunku lotniska, gdzie mieszczą się słynne Madryckie Targi IFEMA.
I tak stało się - dostąpiłem zaszczytu reprezentowania Najjaśniejszej. Nie tak, jak kiedyś marzyłem - wysłuchując hymnu przed wielotysięcznymi trybunami biało-czerwonych twarzy - ale na targach elektryczno-oświetleniowych. Miałem swoje stoisko - ze śmieżnobiało-krwistoczerwoną flagą i złotym szpikulcem na czubku stojaka, roll-upami POLONIA (Sukiennice, laborantka przy mikroskopie, wnętrze jakiegoś hotelu, łąka z fiołkami) i całą masą spamu o kablach i narzędziach do porozdawania. Rozłożyłem ten stuff najergonomiczniej jak się da, poprawiłem dumnie noszoną wpinkę z żółtymi gwiazdą i księżycem na niebieskim tle i zaczęło się: ola, błenos dijas, ke tal itd.
Stoisko nie cieszy się nadzwyczajnym zainteresowaniem. Winne są przede wszystkim firmy, które poprzesyłały tu swoje ulotki: wszystkie tak samo nudne: biało-szaro-niebiesko-pomarańczowe, wcale nie przykuwające uwagi. Sprawy nie ratują nawet studenci, którzy na takich targach zawsze skutecznie czyścili stoiska ze wszelkich ulotek.
I tak mija dzień: siedzę lub stoję, jak się uda kogoś zagadać to opowiadam z przejęciem takim, jak bym rzeczywiście widział kolosalną różnicę pomiędzy kablami miedziowymi gołymi a zaizolowanymi, wymieniam wizytówki, itd. Jaki tego będzie efekt? Nie wiem, ale na wszelki wypadek opowiadam o prężnie rozwijającej się Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Wpinka zobowiązuje.
Czasem - nie powiem - zbiera mi się na filozofy. Wydaje mi się wtedy, że emigracja to jest coś innego - nie, że wyjazd, że zagranica, tylko raczej światopogląd wryty głęboko w serce i misternie wpleciony w ścieżki, które ktoś przede mną zdradliwie poplątał. Ale potem łażę tymi ścieżkami, a obrazki, które widzą się moimi oczami jakoś same tłumaczą się na zdania. Tyle tylko, że ja - ja ciągle jestem daleko. Znowu mną rzuciło gdzieś.
środa, 27 października 2010
piątek, 15 października 2010
Próba mikrofonu - raz, dwa, czterdzieści i cztery.
Witam, dobry wieczór, buenas tardes. Chwilę mi zeszło z przygotowaniem formularza, mam co robić. W najbliższych dniach napiszę więcej. Dziś tylko tyle, że najpierw zepsuł się samolot więc wieczór - zamiast na lotnisku w Mediolanie - spędziłem z lampką wina skręcając meble z Rudolfem. Ale następnego dnia dotarłem do Madrytu - miasta, o którym nigdy nie wyrażałem się dobrze. A na miejscu okazało się, że mam do dyspozycji gitarę.
Ze spraw formalnych: napiszę tylko, że będę pisał przynajmniej raz w tygodniu. O czym? Jak zawsze - będę szkicował obrazki. Hasta luego!
Autor:
Emel
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)