środa, 27 października 2010

Targi

-A ty kim chciałbyś zostać?
-Ambasadorem.


***

Metalicznoszare volvo na blachach corps diplomatique, opuściło budynek ambasady. Pokluczyło trochę różnymi uliczkami, przebiło się przez korek i tnąc gładko autostradą powiozło mnie w kierunku lotniska, gdzie mieszczą się słynne Madryckie Targi IFEMA.

I tak stało się - dostąpiłem zaszczytu reprezentowania Najjaśniejszej. Nie tak, jak kiedyś marzyłem - wysłuchując hymnu przed wielotysięcznymi trybunami biało-czerwonych twarzy - ale na targach elektryczno-oświetleniowych. Miałem swoje stoisko - ze śmieżnobiało-krwistoczerwoną flagą i złotym szpikulcem na czubku stojaka, roll-upami POLONIA (Sukiennice, laborantka przy mikroskopie, wnętrze jakiegoś hotelu, łąka z fiołkami) i całą masą spamu o kablach i narzędziach do porozdawania. Rozłożyłem ten stuff najergonomiczniej jak się da, poprawiłem dumnie noszoną wpinkę z żółtymi gwiazdą i księżycem na niebieskim tle i zaczęło się: ola, błenos dijas, ke tal itd.

Stoisko nie cieszy się nadzwyczajnym zainteresowaniem. Winne są przede wszystkim firmy, które poprzesyłały tu swoje ulotki: wszystkie tak samo nudne: biało-szaro-niebiesko-pomarańczowe, wcale nie przykuwające uwagi. Sprawy nie ratują nawet studenci, którzy na takich targach zawsze skutecznie czyścili stoiska ze wszelkich ulotek.

I tak mija dzień: siedzę lub stoję, jak się uda kogoś zagadać to opowiadam z przejęciem takim, jak bym rzeczywiście widział kolosalną różnicę pomiędzy kablami miedziowymi gołymi a zaizolowanymi, wymieniam wizytówki, itd. Jaki tego będzie efekt? Nie wiem, ale na wszelki wypadek opowiadam o prężnie rozwijającej się Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Wpinka zobowiązuje.

piątek, 15 października 2010

Próba mikrofonu - raz, dwa, czterdzieści i cztery.


Witam, dobry wieczór, buenas tardes. Chwilę mi zeszło z przygotowaniem formularza, mam co robić. W najbliższych dniach napiszę więcej. Dziś tylko tyle, że najpierw zepsuł się samolot więc wieczór - zamiast na lotnisku w Mediolanie - spędziłem z lampką wina skręcając meble z Rudolfem. Ale następnego dnia dotarłem do Madrytu - miasta, o którym nigdy nie wyrażałem się dobrze. A na miejscu okazało się, że mam do dyspozycji gitarę.

Ze spraw formalnych: napiszę tylko, że będę pisał przynajmniej raz w tygodniu. O czym? Jak zawsze - będę szkicował obrazki. Hasta luego!