Wszystkich Świętych - wybrałem się więc na cmentarz. Zapytałem wujka Gógla o największy cmentarz w Madrycie oraz o dojazd tamże, ubrałem buty, kurtkę i wyszedłem na metro.
Zdziwienie wzbudziła już strona internetowa cmentarza, a dokładniej - godziny otwarcia w dniu 1.XI: do 19.00 i ani minuty dłużej. Toż to szok, przecież u nas dopiero wieczorami się łazi po cmentarzach, dopiero wtedy wszystkie te dusze wychodzą, grzeją się w świetle zniczy i czuć ich klimat. No ale nic to - jedziemy.
Na miejscu rzeczywiście - wielka brama i kilku ochroniarzy/policjantów. Pilnują wjazdu - tak, wjazdu, albowiem na cmentarz wjeżdżają nawet miejskie autobusy. Pytam o godzinę zamknięcia - wyjątkowo przedłużyli dzisiaj, do 19.30. Dobra, połażę godzinę, pozadumam się, wyciszę. Wchodzę - i pomyślałem, że jednak trafiłem nie tu gdzie trzeba. Tak ciemnawo i szaro i zimno. Zimno - i pusto. Na najmniejszym i najbardziej zapomnianym polskim cmentarzu tego dnia o dowolnej porze można spotkać więcej ludzi niż tych tutaj 6-7 przechodniów, którzy komórkami oświetlali groby. Nie przesadzam: na największym madryckim cmentarzu koło godziny 19 dnia 1 listopada widziałem nie więcej niż 6-7 osób + jakieś 4 mijające mnie samochody.
No i przede wszystkim - kurwa, gdzie są znicze?! Łaziłem po słynnej La Almudena, największym smentarzu w całym Madrycie, klucząc pomiędzy alejkami, grobami - i nic. Ciemno - i cicho. Dopiero wychodząc udało się dostrzec 3 znicze. Wydawało mi się czasem, że widzę jeszcze inne, ale okazywały się to być światła postojowe zaparkowanych przy grobach samochodów. Dziwnie jakoś - można się zamyślić, ale to jednak nie to. Znicze się nie palą, dusze nie wychodzą, nie ma tego czegoś. Znicze nastrajają - niektórych cmentarnych widoków nie zapomnę nigdy. Tysiąc zniczy wokół krzyża na cmentarzu w Tarnobrzegu był nie z tej ziemi. Widok z balkonu u dziadków w Biłgoraju na górkę mieniącą się pomarańczowo-czerwonymi płomykami również.
Wróciłem i obejrzałem wiadomości. Mówili, że cmentarze odwiedziły setki tysięcy Hiszpanów. Hm...... Aha, dodam jeszcze tylko, że halołinowa świecka tradycja kwitnie na potęgę.
Tak więc - zapal świeczkę.
PS: To już czwarty rok z rzędu, jak nie spędzam tych Świąt na rodzinnych grobach. Rok temu snułem się po Cmentarzu Bródnowskim i okolicach, dwa - po grobach podsekretarzy stanu na Powązkach. No ale wtedy skończyło się dobrą wódeczką i śledzikiem z Marco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz